Archiwa autora: Antonina Horubała

Mój sposób na domową, wytłoczoną kawę

 

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Uwielbiam, kocham wręcz kawę :). Piję ją właściwie codziennie, nie tylko ze względu na jej pobudzające właściwości, ale przede wszystkim za wyrazisty smak i aromat. Szczególnie lubię sobotnie poranki, gdy leżę jeszcze w łóżku, mój mąż szykuje dla nas śniadanie, a w całym mieszkaniu unosi się zapach świeżo parzonej małej czarnej. Ostatnio kupiliśmy w IKEA zaparzacz tłokowy, znany jako french press. I wiecie co? To prawdziwy kawowy hit!

IMG_1624_a

Kawa, w której po prostu się zakochasz

Co to właściwie jest ten french press? To rodzaj zaparzacza, który wydobywa z kawy smak i aromat za pomocą ruchomego tłoka. Wsypujemy do środka ulubioną mieszankę, zalewamy wodą i po chwili możemy cieszyć się ulubionym naparem :). Ja do mojej zimowej wersji kawy dodaję mieszankę przypraw – cynamon, goździki, kardamon i troszeczkę miodu dla osłody.

IMG_1625_a

French press to świetne naczynie do parzenia małej czarnej z kilku względów. Jesteśmy w stanie w pełni skontrolować czas jej parzenia, co jest bardzo ważne, gdyż pozwala również na kontrolę jej smakowych walorów. Co równie istotne – tłok ma specjalne sitko, dzięki któremu do naszego kubka nie dostaną się fusy podczas nalewania. No i na końcu możemy w nim zaparzyć właściwie każdy rodzaj kawy :).

Wybierz zaparzacz i rób swoją ulubioną kawę

Gdzie szukać takiego zaparzacza? Oczywiście w IKEA! W ofercie znajdziesz serię UPPHETTA, w której są dwa przezroczyste naczynia, jedno o pojemności 1 litra, a drugie 0,4 litra. Inną propozycją jest zaparzacz ANRIK. Wykonano go ze stali nierdzewnej z podwójnymi ściankami, dzięki czemu dłużej utrzymuje ciepło napoju, a jednocześnie jest chłodny na zewnątrz.

IMG_1626_a

Niezależnie jaki zaparzacz wybierzesz – zrobiona w nim kawa wprost zwali Cię z nóg swoim smakiem. Należy tylko pamiętać, aby nie zalewać jej wrzątkiem, a wodą o temperaturze od 90 do 94 stopni i parzyć od 4 do 8 minut. A jeśli kawa nie jest Twoim ukochanym napojem, to we french pressie z powodzeniem zaparzysz także liściastą herbatę :).

Twoja domowa, naturalna oczyszczalnia powietrza

 

W ciągu ostatnich kilku tygodni tematem numer jeden w mediach jest smog unoszący się nad Polską. Normy są przekroczone kilkukrotnie, w powietrzu czuć zapach „spalenizny”, przez co do minimum ograniczamy spacery. Zaczęłam się więc zastanawiać, co zrobić, aby poprawić jakość powietrza w moim mieszkaniu. Jest na to świetny sposób – rośliny, które staną się domowymi, naturalnymi filtrami powietrza :).

IMG_1621_a

Rośliny do walki ze smogiem

W IKEA znajdziemy całe mnóstwo pięknych roślin, dzięki którym nasze mieszkanie może przeistoczyć się w zieloną dżunglę o czystszym powietrzu :). Dwie z nich są szczególnie polecane przez specjalistów jako te, które najlepiej radzą sobie ze smogiem. Pierwszą z nich jest SANSEVIERIA, zwana również wężownicą. To niewielka roślinka produkująca duże pokłady tlenu w nocy. Do tego miejsce znajdzie się dla niej nawet w małym mieszkaniu – wystarczy postawić ją na parapecie. Kolejną jej zaletą jest to, że nie sprawia kłopotów w uprawie. Podlewamy ją dopiero wtedy, gdy ziemia w doniczce jest sucha, zimą natomiast wystarczy nalewać jej wody raz na dwa miesiące.

IMG_1620_a

Drugą roślinką „antysmogową” jest CHRYSALIDOCARPUS LUTESCENS, czyli inaczej palma areka. Jest trochę większa od poprzedniczki, w IKEA kupimy ją o wysokości około 130 centymetrów. Podobnie jak wężownica, jej pielęgnacja jest bardzo prosta. Potrzebuje jedynie stale dostępnej wody w podstawce oraz zraszania liści raz w tygodniu. Jej główną zaletą jest to, że produkuje tlen całą dobę, a do tego jest po prostu bardzo ładna :).

Domowa „dżungla” na wyciągnięcie ręki

Oprócz powyższych dwóch typowo „antysmogowych” roślin znajdziemy w IKEA całe mnóstwo innych, nie tylko świetnie wyglądających, ale również praktycznych. Kaktusy, drzewka bonsai, cytrusy, tuje, lawenda czy gatunki o efektownych kwiatach – co tylko dusza zapragnie. Występują one w różnych rozmiarach i kolorach, a więc każdy znajdzie tu coś dla siebie i swojego mieszkania. Moim osobistym faworytem jest ANANAS, którego kupiłam nie tylko dla siebie, ale obdarowałam nim również moją mamę i teściową.

A Wy macie swoje ulubione rośliny domowe?

IMG_1622_a

Walentynki jak z bajki

 

W tym roku wraz z moim mężem postanowiliśmy podzielić się walentynkowymi przygotowaniami. On zajmie się przyrządzeniem kolacji (mam nadzieję, że będzie moje ulubione curry z batatami!), a ja odpowiadam za stołową dekorację. W poszukiwaniu inspiracji postanowiłam wybrać się do IKEA, gdzie znalazłam walentynkową aranżację stołu wprost z bajek o księżniczkach :). IMG_1627_a

Stół pełen miłości

Dekoracja stołu w IKEA, która szczególnie przypadła mi do gustu, była romantyczna i subtelna. Mój wzrok jako pierwsze przyciągnęły śliczne czarne klatki z serii SOMMAR 2017, udekorowane sztucznymi kwiatami, przywodzące na myśl te z „Pięknej i Bestii”. Bardzo lubię takie nietypowe dodatki, które tworzą cały klimat” aranżacji.

IMG_1628_a

Dobrano do nich świetne obrusy, różowy STILFULL oraz wzorzysty, biało-czarny SOMMAR 2017, idealnie podkreślające romantyczny nastrój święta zakochanych. Jako zastawa posłużyła minimalistyczna, prosta seria VARDAGEN, gwarantuję, że podbije smak każdego walentynkowego dania. Dobrano do niej świetne dekoracyjne butelki z serii SOMMAR 2017 oraz szklanki z serii RÄTTVIK. To, co najbardziej przypadło mi do gustu w aranżacji, to że elementy składowe można wykorzystywać nie tylko od święta.

IMG_1629_a

Dekoracja stołu z aranżacji w IKEA jest nietypowa i zaskakująca. Wprowadza niebanalny romantyczny klimat, którego poszukiwałam. A do tego napisała mi scenariusz naszego walentynkowego wieczoru – myślę, że klasyk Disneya sprawdzi się na zakończenie kolacji ;).

IMG_1630_a

Zimowy sen idealny

 

Kiedy najwięcej czasu spędzam w łóżku? Oczywiście zimą :). Gdy za oknem króluje siarczysty mróz, a z nieba spadają śnieżne płatki, uwielbiam wylegiwać się pod kołdrą. W ten sposób odpoczywam, a ostatnio nawet pracuję. Zaczęłam się jednak zastanawiać, czy moje łóżkowe królestwo jest aby na pewno dobrze dobrane. Postanowiłam więc dokładnie zbadać ten temat w IKEA, gdzie przyjrzałam się dostępnym poduszkom (o czym piszę tu) oraz kołdrom. Poniżej efekty mojego łóżkowego śledztwa :).

IMG_1552_a

Ważny jest rozmiar!

Wybranie odpowiedniej kołdry to nie przelewki – w końcu we śnie spędzamy około 1/3 naszego życia! Warto więc zadbać o to, by ten czas był jak najbardziej komfortowy i przyjemny. Poszukiwania kołdry najlepiej zacząć od wyboru rozmiaru. W IKEA znajdziesz ich całe mnóstwo. Dla tych śpiących w pojedynkę idealne będą kołdry o wymiarach 200×150 cm oraz 200×160 cm. To również idealna propozycja dla tych, którzy lubią w nocy się przytulać do partnera lub partnerki :). Z kolei większe kołdry mają rozmiary 200×200 oraz 220×200 – sprawdzą się dla par, a nawet wtedy, kiedy Twój maluch uzna w nocy, że sen z rodzicami to najlepsze, co go może w życiu spotkać.

IMG_1553_a

Wypełnienie kołdry – jakie wybrać?

Po rozmiarze dochodzimy do drugiej, równie istotnej kwestii, czyli wypełnienia. W IKEA znajdziemy je w wersji naturalnej oraz syntetycznej. Jakie wybrać? Najlepiej takie dopasowane do naszych potrzeb. Puch i pierze, czyli wypełnienie naturalne, to świetne izolatory. Są przewiewne i doskonale odprowadzają wilgoć, przez co zapewniają wysoki komfort snu. Puch jest miękki i puszysty, natomiast pierze cięższe i bardziej sprężyste. W kołdrach IKEA znajdziemy ich różny stosunek, dzięki czemu możemy wybrać te twardsze (HÖNSBÄR), (SÖTVEDEL), miękkie (SÖTVEDEL) i bardzo miękkie (np. seria BLEKVIDE).

IMG_1551_a

Teraz pora na wypełnienie syntetyczne. Wyposażone w nie kołdry można bardzo łatwo utrzymać w czystości i prać w temperaturze 60 stopni. Do tego szybko schną po praniu, więc gdy mamy w domu alergika, to rozwiązanie jest strzałem w dziesiątkę. Część kołder dostępnych w IKEA ma wypełnienie z mikrofibry, która jest niemal tak miękka jak puch (np. seria GLANSVIDE). Inne natomiast mają w sobie lyocell, świetnie oddychający, a także odprowadzający i pochłaniający wilgoć (np. seria RÖDTOPPA).

Zimą – cieplutko, latem – przewiewnie

I na koniec pozostaje nam wybór skali ciepła naszej kołdry. Dla takich zmarzluchów jak ja najlepsze są te oznaczone jako „ciepłe” lub „bardzo ciepłe”, które IKEA wprowadza do sprzedaży w trakcie chłodniejszych miesięcy. Dla tych, którzy w nocy nie lubią tropików lub szukają już kołdry na sezon wiosenno-letni, świetnie sprawdzą się kołdry oznaczone jako „zimne”. I już! Mamy wybraną kołdrę, która utuli nas w idealny, zimowy sen.

IMG_1550_a